Budujemy Dom

Strefa magazynu / Budujemy Dom 6/2008

Kup bieżący numer Kup e-Wydanie Zaprenumeruj e-Prenumerata Na tablety

Dworek pod skrzydłami

Choć otaczający go ogród jest jeszcze młody, dom już nieraz dawał schronienie ptakom, ulubieńcom właścicielki. Przylatują z nieodległych lasów, z nadwiślańskich łozin, znad pobliskiego jeziorka objętego strefą rezerwatu. Widocznie doskonale wiedzą, gdzie są mile widziane.
Dworek pod skrzydłami 

Właśnie z myślą o ptakach właściciele zasadzili rajską jabłonkę; jej owoce pozostają na gałęziach przez całą zimę. Latem wabi skrzyd­latych sąsiadów szum wody spływającej do kamiennego poidełka, które stanęło w ogrodzie specjalnie dla nich.

Mieliśmy tu już trzy ptasie rodziny
– opowiada Kasia – Kopciuszki zagnieździły się w miejscu jakby do tego stworzonym: w przestrzeni nad podbitką dachową. Dostały się tam przez dziurkę przeznaczoną dla niezamontowanej jeszcze wtedy lampki.

Drugie gniazdo tych niewielkich ptaszków zlokalizowano w okolicy ganku, szpaki zaś wprowadziły się pod dachówkę, tuż obok okna sypialni. Jazgot młodych budził nas już o trzeciej, czwartej nad ranem – wzdychają gospodarze. Ale oboje ptaki lubią; ornitologią szczególnie interesuje się Kasia, której udało się we własnym ogrodzie po raz pierwszy w życiu zobaczyć niepospolitą białorzytkę.

Nieufny płochliwy ptaszek, który najchętniej gniazduje wśród skał Jury Krakowsko-Częstochowskiej, z rzadka zagląda na Mazowsze, zakładając wtedy lęgowiska na dużych budowach. A tych w okolicy nie brakuje.

Siedem lat temu Kasia i Tomek zaczynali budowę na prawie pustej łące. Dziś ich dom obrosło małe miasteczko: nieprzejezdny ugór poprzecinała siatka uliczek, a ziemię przeryła infrastruktura kabli i rurek. Gazociągu się nie doczekali – zastępuje go wkopany w ziemię zbiornik z gazem płynnym.

Na szczęście przyroda pozostała. Lisy chodzą tu po ulicach – śmieje się Tomek. Jeszcze częściej zdarzają się zające i kuropatwy. A rok temu 200 metrów od domu widziałam dzika – dodaje Kasia. Jeśli wcześ­niej mieszkało się w sąsiedztwie zajezdni tramwajowej i trzech szpitali, wokół których na okrągło kursowały karetki, nietrudno to docenić.

Działkę kupili z marszu. Pomijając niezobowiązujące wycieczki po obrzeżach Warszawy, była to druga z kolei parcela, którą obejrzeli. Przemówiła do nas od razu – opowiadają – Byliśmy o te kilka lat młodsi, nie mieliśmy dziecka; wtedy łatwiej podejmuje się decyzje. Uprzejmy sąsiad szczerze opowiedział o zaletach i wadach okolicy, uprzedzając, że mogą się spodziewać kłopotów z doprowadzeniem energii. Dla nich jednak ważniejszy był miejscowy plan zagospodarowania, a ten sprawdzili dokładnie. Prąd przecież prędzej czy później dopłynie.

Dworkowy patchwork

Dom miał być nowoczesny, a przy tym formą nawiązujący do tradycji, słowem – dworek z garażem. Okazało się, że to nie takie proste. Katalogowe dworki rzadko miewają garaże, bo połączenie staropolskiej architektury z wielką roletową bramą mało komu wychodzi efektownie. Można za to spotkać nieudane efekty takich eksperymentów: wielki dwustanowiskowy garaż z „dolepionym” nieśmiało z boku małym domkiem. Kasi i Tomkowi bardzo zależało na zachowaniu właściwych proporcji.

Gdy znaleźli w katalogu coś, co im się podobało, nawiązywali kontakt z autorem i prosili o pokazanie innych projektów. Tą metodą trafili do młodej pani architekt, która w swoim portfolio miała wiele wariantów podobnego budynku. Ponieważ dom trzeba było dostosować i do działki, i do potrzeb przyszłych mieszkańców, zaczęło się żmudne „zszywanie”. Efekty tych przeróbek zaskakiwały nieraz samą projektantkę; jednym z nich były... cztery kominy, które na niewielkim domu wyglądałyby jak mała elektrociepłownia.

Gdy pozszywany projekt czekał już na złożenie w urzędzie, wyszła na jaw kolejna wpadka: rzut parteru nijak nie pasował do rzutów dachu i poddasza. Tym razem autorka pomyliła strony – projekt był lustrzanym odbiciem pierwowzoru, ale... nie w całości. Trochę się przestraszyłam – wspomina Kasia – skąd wziąć pewność, że to jedyny błąd w projekcie, a dom po prostu nie runie? Na szczęście przestraszyła się również projektantka i skrupulatnie na-nios­ła korektę.

Pozostałe błędy były już niegroźne – pomyłki rachunkowe i wymiarowe, które nie mogły umknąć Kasi, dyplomowanej matematyczce. Część z nich ujawniła się dopiero na etapie wykańczania, gdy np. okazało się, że kupionej według projektu glazury jest o połowę za dużo – wspomina z rozbawieniem Tomek – W rezultacie długo nie mogliśmy się doliczyć powierzchni własnego domu, a na pytania: jak jest duży, odpowiadaliśmy: sami nie wiemy. Dworkowy patchwork zakończono więc inwentaryzacją powykonawczą.

 

Agnieszka Rezler

Pełna wersja artykułu: Dworek pod skrzydłami

Dalszy ciąg artykułu w wydaniu papierowym Budujemy Dom 6/2008
Kup ten numer
Wydanie papierowe Wydanie elektroniczne Przejrzyj ten numer

Budujemy Dom 6/2008

Kup ten numer
Wydanie papierowe Wydanie elektroniczne
Pozostałe artykuły
Klub Budujących Dom


Wypełniaj ankiety i zbieraj punkty
na bezpłatną prenumeratę
i inne nagrody

  • Polecamy również
    Czas na Wnętrze Vademecum Domu Energooszczędnego ABC Budowania Dom Polski Wnętrza Twój Dom Twój Styl
Wydanie tabletowe
Budujemy Dom
Mamy dla Ciebie prezent!
Zapisz się do bezpłatnego newslettera BudujemyDom.pl i pobierz GRATIS elektroniczne wydanie miesięcznika "Budujemy Dom".
W każdy czwartek otrzymasz darmowy
poradnik budowlany, a w nim:
  • aktualności z rynku budownictwa jednorodzinnego,
  • porady budowlane,
  • najciekawsze tematy z forum.budujemydom.pl,
  • zapowiedź raportu miesiąca dostępnego w serwisie
    w pełnej wersji.

Czas na wnętrze