Tradycyjny dom z włoskim wnętrzem
| Tradycyjny dom z włoskim wnętrzem |
|
Z zewnątrz dom wygląda tradycyjnie i spokojnie. Nic nie zapowiada jego ognistego, włoskiego wnętrza i wielu pokoi, mogących pomieścić kilkunastoosobową rodzinę.
Na razie mieszkają na parterze, który jest już wykończony i umeblowany. Mają tu duży pokój dzienny, kuchnię z jadalnią, w której zmieści się stół na kilkanaście osób, sypialnię, łazienkę, wygodne pomieszczenie gospodarcze i dużą kotłownię, która powiększyła się dzięki rezygnacji ze spiżarki przewidzianej w projekcie. Na piętrze czeka na wykończenie pięć pokoi i ogromna łazienka.
Bożena i Maciej to młode małżeństwo bez dzieci. W przyszłości planują dwójkę. Po co im taki duży dom? – Ja jestem spod Warszawy, ale jak będzie przyjeżdżać rodzina męża, to nareszcie będą mogli wygodnie u nas pomieszkać – śmieje się Bożena. Wnętrze domu jest przestronne, ponieważ salon, kuchnia i jadalnia są połączone w jedno pomieszczenie. Bardzo efektownie prezentuje się ognista czerwień na ścianach w połączeniu z podświetlonym kominkiem i wzorzystym parkietem, co daje efekt przytulności. Jeden na trzy tysiące Z biur projektowych, salonów prasowych, wystaw i Internetu zgromadzili 3 tys. projektów. Ich selekcja trwała pół roku. Szukali domu o powierzchni użytkowej 150 m², z salonem kąpielowym na poddaszu, kuchnią wychodzącą na ogród i otwartym parterem. Jej siedmioosobowej rodzinie zawsze było ciasno w niedużym domu. Dlatego podczas szukania projektu postawiła na przestrzeń. W efekcie wybór padł na projekt GL 186 z pracowni Atrium, o powierzchni użytkowej ok. 240 m².
– Nie chcieliśmy budować domu „w ciemno”, dlatego znaleźliśmy realizacje tego projektu i sprawdziliśmy, jak wygląda w realu. Dzięki temu, jeszcze przed budową, wprowadziliśmy kilka poprawek – dodaliśmy wykusz, zrezygnowaliśmy ze spiżarki, zamiast WC na parterze zrobiliśmy łazienkę i podnieśliśmy ścianę kolankową na całym poddaszu – mówi Maciej. Nic strasznegoBudowa rozpoczęła się w maju 2004 roku. Równo dwa lata później można było się już wprowadzić. Ściany postawione są z pustaków ceramicznych i ocieplone styropianem 15 cm, dach ocieplono wełną mineralną 20 cm. Dom ogrzewany jest przy pomocy dwufunkcyjnego kotła gazowego. Pod schodami na parterze umieszczony został tradycyjny kominek, bez rozprowadzenia ciepłego powietrza, ponieważ Maciej uważa, że jego posiadanie ma być przyjemnością, a nie obowiązkiem. Młodzi małżonkowie nie mogą sobie przypomnieć żadnych kłopotów związanych z formalnościami ani budową. – Nasz kierownik budowy mieszka ulicę dalej, a w dodatku jest z rodziny. Rodzice mają niedaleko dom. Ja nie pracowałam i codziennie byłam na budowie. W takich warunkach nie mogło być żadnej wpadki – mówi Bożena, a Maciej przypomina, że mimo wszystko dotknęła ich kradzież okien. Problem z wykonawcą stanu surowego był nieznaczny, ale męczący. Maciej wynajął do postawienia domu majstra z ekipą, która podczas kilku tygodni zdążyła się trzy razy zmienić. Z kłopotów technicznych najdotkliwsza była sprawa wylewki samopoziomującej, która zaczęła „schodzić” tuż przed układaniem parkietów. Trzeba było ją całą skuć, co opóźniło dalsze prace i wprowadzenie się do domu. Dzięki ekspertyzie udało się ustalić, że wylewka była dobra. Zawiniło naniesienie zbyt grubej warstwy. Więcej błędów nie było, a to dlatego, że wykonawcy byli dobierani tylko z polecenia i dokładnie sprawdzani. Młodzi inwestorzy uważają, że jedyne, co może trochę przerażać, to ceny materiałów i usług. Piękne pokrycie dachówką ceramiczną firmy Von Müller (400 m²), kosztowało 75 tys. zł (drewno, dachówka, orynnowanie, robocizna). Po negocjacjach i wybraniu dachówki o kolorze nieco odbiegającym od katalogowego (każda sztuka tańsza o 1 zł) właścicielom udało się znacznie obniżyć cenę. Zapłacili o ponad 20 proc. mniej.
Zarówno okna, jak i drzwi mahoniowe zostały wykonane na zamówienie przez niewielką firmę. Same okna (bez połaciowych) kosztowały 20 tys. zł. Mimo to dom udało się postawić ze środków własnych, z niewielkim kredytem na wykończenie. Gdyby dziś mieli coś zmienić, to na podłogę nie kupowaliby deski barlineckiej, ponieważ pechowo trafili na drugi gatunek sprzedany przez sklep jako pierwszy. Kabinę prysznicową zrobiliby z pustaków szklanych. +
Tekst i zdjęcia: Anna Olszewska-Krysztofiak, |
|||||
|
dodano: 05.10.2006. |
|||||
| zmieniono: 23.03.2011. | |||||



Przed Budową 




