O trudnościach przy budowie domu
| O trudnościach przy budowie domu |
Podczas budowy Ania i Bartek
przekonali się, że trafienie
na fachowego wykonawcę często
jest loterią. Nawet metoda
zatrudniania pracowników tylko
„z polecenia” bywa zawodna.
Ania i Bartek już na początku budowy zderzyli się z brakiem profesjonalizmu wykonawców, zatrudnionych do postawienia stanu surowego zamkniętego. Nie pomógł wcześniejszy wywiad na temat firmy. Wiarę w ludzi przywróciły im kolejne ekipy, które doprowadziły budowę do końca. Jednak zaledwie po półtora roku cieszenia się nowym domem, na horyzoncie znowu pojawiły się czarne chmury. Tym razem zawinił innego rodzaju wykonawca – producent kominków wentylacyjnych. Z dziećmi na wieś, na starość do miasta– Jeśli mamy budować, to wtedy, kiedy dziewczynki są w wieku szkolnym, aby zdążyły skorzystać z uroków domu i działki. Kiedy wydorośleją, a my się zestarzejemy, możemy wrócić do miasta. – W taki sposób pani Ania namawiała męża do przeprowadzki pod miasto. Pan Bartek, z dziada pradziada rodowity warszawiak, początkowo nie widział siebie na wsi. Ale w ciągu dwóch lat oglądania działek zdążył oswoić się z ewentualną zmianą miejsca zamieszkania.Poszukiwania działki trwały długo, ponieważ w 2006 roku nieruchomości były już przebrane. Nawet pani Annie wydawało się, że jej marzenia spełzną na niczym. Tymczasem, dosłownie w ostatnim wyznaczonym terminie, małżeństwo znalazło posesję, która przypadła im do gustu. Jej cena przekraczała limit (140 000 zł, zamiast zaplanowanych 50 000 zł), ale miała unormowane sprawy notarialne (wielu działkom brakowało „dobrych papierów”). Rodzina najwyżej oceniła lokalizację nieopodal lasu, ponieważ dotąd urządzała wycieczki na spacery po lesie. Spodobał się też brzozowy młodniak, który rósł na części posesji. Brak dużej liczby sąsiadów w oczach Anny i Bartka rekompensował dwudziestokilometrowe dojazdy do pracy i szkoły oraz aktualny brak dostępu do gazu ziemnego i kanalizacji. Pewne już jednak było, że gmina wkrótce rozpocznie kanalizowanie terenu, a gazyfikacja również nie przysporzy mieszkańcom większych kłopotów. I rzeczywiście tak się stało. Przyłączenie do działki sieci gazowej kosztowało 3000 zł (po rozłożeniu kosztów między czterech sąsiadów), natomiast kanalizacji – 5000 zł. O budowie i technologiiBudowa ruszyła w 2007 roku, trwała półtora roku i kosztowała 650 000 zł. Koszty budowy podniosły: łamany dach i bryła budynku z kilkoma wykuszami. Właściciele zdecydowali się jednak je ponieść. Przyznają, że podczas wybierania projektów z katalogów jakiś czas zastanawiali się, czy zbudować tani dom z prostą bryłą i dwuspadowym dachem (za którym optował pan Bartek), czy może bardziej efektowny, z ciekawszą bryłą i poszyciem dachu (wariant pani Anny). Ostatecznie zwyciężyła druga opcja, choć była droższa.Przed przystąpieniem do budowy Ania i Bartek dokonali w pierwotnym projekcie zmian, oczywiście po wyrażeniu na to zgody przez jego autora. Na parterze polegały one na wyburzeniu ściany działowej na granicy jadalni i salonu, przeniesieniu w.c. pod schody prowadzące na poddasze, zamurowaniu jednego okna w kuchni, przesunięciu wyjścia na taras i powiększeniu płyty tarasowej. Na piętrze – na zbudowaniu dwóch oddzielnych łazienek w miejscu jednej dużej, podniesieniu ścianek kolankowych o dwa pustaki. Ze wszystkich zmian właściciele są bardzo zadowoleni. Sprawdziła się również technologia z pustaków ceramicznych Max oraz izolacja budynku (fundamenty ocieplono styropianem grubości 10 cm (w pionie), pod podłogami – 2 × 5 cm; ściany styropianem 15 cm; dach – wełną mineralną 20 i 5 cm). Efektowną ozdobę budynku stanowią duże okna z łukami oraz mocno przeszklone wykusze na kilku elewacjach. Już w projekcie przypadły do gustu Ani i Bartkowi. Nadal uważają że warto je mieć, choć musieli za nie zapłacić drożej niż za okna o typowym kształcie i wielkości. Wyposażyli je w plastikowe ramy i izolowane szyby, a od strony wnętrz – w rolety. O trudnościach przy budowie domu
Anna i Bartek zdecydowali się na budowanie systemem gospodarczym.
Do postawienia stanu surowego wynajęli poleconą firmę.
Przed podpisaniem umowy obejrzeli realizowany przez firmę
dom. Jednak na ich budowę trafiła jedna z ekip prowadzona przez
kierownika, który nie przykładał się do pracy.Pech chciał, że o nadzór poprosili uprawnionego do tego znajomego, który mieszkał aż 100 kilometrów od rozpoczynającej się budowy. Z powodów logistycznych nie mógł szybko przyjeżdżać przy każdym problemie, jaki pojawiał się na budowie. A było ich sporo. Pierwszy raz potrzebna była interwencja na etapie wylewania płyty fundamentowej. Firma wykonywała ją wadliwie. Wtedy właścicielom udało się samodzielnie zapobiec konsekwencjom, ale wkrótce pojawiły się kolejne fuszerki. Niesymetryczne wybudowanie wykuszu przy tarasie mogło pociągnąć zmianę parametrów technicznych na stropie, poddaszu i dachu. Trzeba więc było od nowa stawiać ściany. Potem nastąpiło nieprawidłowe wybudowanie ścianek kolankowych i schodów na poddasze, które również poprawiano. Słowem – ciąg fuszerek i użerania się z zakontraktowanymi wykonawcami. Nie opłacało się szukanie nowej ekipy, więc właściciele wzmożyli czujność do etapu położenia ostatniej dachówki na dachu, czyli do końca umowy z tą firmą. – Błędem było podpisanie z firmą umowy, w której największe transze za wykonanie prac płaciliśmy na początku, a najmniejsze na samym końcu – opowiadają. – Na etapie fundamentów wypłaciliśmy 1/3 całej kwoty! Był to ewidentny podstęp wykonawcy, który nauczył nas sporządzania korzystniejszych umów z kolejnymi pracownikami. Bez przygód udało się nam zakończyć proces budowy. Przez półtora roku cieszyliśmy się z domu, a potem nastąpił kolejny krach. W trakcie drugiej, śnieżnej zimy (pierwsza była łagodna i bez dużej pokrywy śniegu) pojawiły się na ścianach w kuchni, gabinecie, salonie, wiatrołapie i garażu mokre wykwity. Szkody są rozległe i trzeba skuć część tynków, wymienić fragmenty podłóg oraz część mebli do zabudowy. Po śledztwie rzeczoznawców okazało się, że powodem zawilgocenia ścian są ceramiczne kominki wentylacyjne na dachu, które uległy zlasowaniu i woda z dachu wlewała się przez nie do wnętrza domu. Właściciele użyli ich zgodnie z projektem w kilku miejscach budynku. Producent, po obejrzeniu na miejscu dziurawych kominków, przyznał się do wadliwego wykonania i wymienił na nowe. Ponieważ jednak ani producent, ani sprzedawca nie poczuwają się do naprawy szkód w domu Anny i Bartka, od miesięcy trwa spór, kto powinien pokryć koszty związane z ich usunięciem. Ubezpieczyciel domu odsyła właścicieli do producenta lub sprzedawcy. – Lubię mieszkać w tym domu i w tej okolicy – zapewnia pan Bartek. – Gdybym musiał wracać do miasta, długo szukałbym ku temu argumentu. Mam nadzieję, że uda się pokonać problemy. Może ktoś miał podobną sytuację i podpowie nam skuteczne rozwiązanie?
Lilianna Jampolska |
|||||
|
dodano: 01.09.2011. |
|||||
| zmieniono: 01.09.2011. | |||||



Przed Budową 





