Dom na skarpie z sutereną
| Dom na skarpie z sutereną |
Otrzymana w darowiźnie działka
pozwoliła Basi i Pawłowi bardziej
doinwestować budowę domu. Ale muszą do niego dojeżdżać
30 kilometrów.
Głośne zachowanie sąsiadów oraz kilkumiesięczne zwolnienie
lekarskie, które przykuło panią Basię do dwupokojowego mieszkania,
dało jej do myślenia. Zatęskniła za ogrodem i przestrzenią, które miała
do dyspozycji, kiedy przez rok mieszkała z babcią na jej hektarowej
działce pod miastem. Zaczęła namawiać męża do kupna domu i przeprowadzki
do mniej hałaśliwego miejsca. Lepsza rodzinna ziemiaKiedy okazało się, że rozsądną cenę mają tylko parcele położone powyżej 25 kilometrów od Warszawy, pan Paweł skapitulował. Uznał, że w takiej sytuacji nie na sensu kupować ziemi, bo lepiej zbudować dom na działce, którą pani Basia już wcześniej otrzymała od babci. Choć darowizna o powierzchni 1000 m2 była wąska (26 m) i znajdowała się w odległości aż 30 km od Warszawy, miała podstawową zaletę – była darmowa. Na dodatek mama zgodziła się odstąpić małżeństwu kolejne 1500 m2 ziemi, bo korzystniej było postawić dom w głębi działki, 75 m od przelotowej drogi.Pragmatyczny pan Paweł przed podjęciem ostatecznej decyzji sprawdził jeszcze jeden ważny parametr. Na stronie internetowej GDDKiA znalazł informację na temat planowanej budowy drogi szybkiego ruchu, przebiegającej w pobliżu ich działki. Bez niej w długim czasie dojazd do nowego domu byłby zbyt uciążliwy. Fakt, że droga na pewno powstanie w ciągu najbliższych lat był ważnym argumentem. Ponadto na podjęcie decyzji miała wpływ obniżka cen materiałów budowlanych, wywołana kryzysem w 2008 r. Z zaprzyjaźnionym architektemWyjazd na narty z przyjaciółmi był szczęśliwym zbiegiem okoliczności. Kiedy pan Paweł opowiedział im o planach budowy domu i pokazał gotowe projekty, które brał pod uwagę, zaprzyjaźniony architekt, Marcin Maciejewski, zaoferował swoją pomoc. Przekonał właścicieli, że lepszy dla nich będzie indywidualny projekt budynku, bo uwzględni wszystkie funkcjonalne aspekty.– Na wsi nie potrzebujecie architektonicznych fajerwerków, tylko funkcjonalności w prostej ładnej bryle – argumentował. Potem, po obejrzeniu wąskiej działki ze sporym nachyleniem terenu, jeszcze bardziej przekonywał, że żaden gotowy projekt nie uwzględni jej topografii. Dla zapracowanego małżeństwa kolejnym argumentem na podjęcie z nim współpracy była oferta przeprowadzenia budowy przez ekipy podlegające architektowi. Jednym z pierwszych parametrów, jakie podali od siebie projektantowi, była powierzchnia domu. Myśleli o 200 m2. Nie mając żadnego doświadczenia budowlanego, poprosili o zmieszczenie w tym metrażu trzech sypialni, garderób, pokoju gościnnego, gabinetu, pralni, spiżarni, a nawet siłowni i garażu na dwa samochody. Po dwóch tygodniach otrzymali projekt budynku z wyjątkowo funkcjonalnym układem wnętrz, z tą jednak różnicą, że miał powierzchnię… 330 m2. Byli zszokowani rozmiarami domu, ale po dokładnym przejrzeniu rysunków nie oprotestowali rozwiązań architekta. Podobało im się wnętrze, bryła oraz zewnętrzne wykończenie budynku. Jedyne, co pan Paweł precyzyjnie omówił od razu z architektem, to przewidywane koszty budowy. – Przygotowanie finansowania budowy z dodaniem 30% na niezaplanowane wydatki i wzrost cen to podstawowa czynność każdego inwestora! – radzi. Wykorzystanie pochyłości terenuSpadek terenu o 2 m na długości 100 m sprzyjał zagłębieniu w podłoże sutereny z zapleczem gospodarczym, a dopiero nad nią wzniesieniu strefy mieszkalnej. Łącznie z garażem zaplecze gospodarcze zajmuje powierzchnię 118,63 m2. Znajdują się tam m.in. pralnia z kotłownią, spiżarnia, siłownia z łazienką.Parter zaprojektowany został w dwóch poziomach. Połączone pomieszczenie dzienne z kuchnią, jadalnią i salonem projektant umieścił o kilka schodów wyżej niż wiatrołap, wewnętrzny hol z łazienką i klatką schodową oraz oddzielone ścianami i drzwiami: trzy sypialnie, dwie garderoby i dwie łazienki (osobne dla rodziców i dla dzieci). Poddasze użytkowe zaplanowano jako miejsce do pracy i dla gości. Na otwartej antresoli z widokiem na salon znajduje się biblioteka, dalej za drzwiami – gabinet, za kolejnymi drzwiami pokój gościnny i łazienka. Z pomocą ekip architektaBasia i Paweł zgodzili się na wszystkie zaproponowane przez architekta rozwiązania technologiczne, uznając jego doświadczenie i wiedzę w tym temacie. Suterenę wzniesiono metodą "wanny" (szczelnego pomieszczenia zagłębionego w gruncie) i ocieplono styrodurem (15 cm). Ściany z ceramicznych pustaków ocieplone zostały styropianem (15 cm) i otynkowane, obłożone okładziną z drewna albo pełną kostką granitu. Stropodach nad strefą dzienną zaizolowano wełną mineralną 40 cm, resztę dachu – 30 cm. Wszystkie okna w budynku, w tym katedralne okno w dwupoziomowym salonie, mają w szyby o U = 0,65 W/(m2•K).W sprawie wyposażenia budynku w instalacje właściciele zaingerowali kilkakrotnie. Nie zgodzili się na zamontowanie pompy ciepła, ze względu na wysokie koszty (100 000 zł) i bliski dostęp do sieci gazowej. Za przyłącze gazowe zapłacili 15 000 zł, za całą instalację hydrauliczną i gazową (z kondensacyjnym kotłem i wodnym ogrzewaniem podłogowym w części budynku) kolejne 50 000 zł. Zastosowali wentylację mechaniczną z rekuperacją (za 25 000 zł), ale bez opcji klimatyzowania, którą uznali za zbędną. Nie założyli centralnego odkurzacza w obawie przez brudnymi przewodami w budynku. Budowa domu trwała od lipca 2009 r. do grudnia 2010 r. Kosztowała 1 150 000 zł. – Gdybym nie pracował, a tylko nadzorował budowę, oszczędziłbym przynajmniej 100 000 zł – mówi właściciel. – Potencjalnym budującym radzę przemyśleć, czy oprócz pracy zawodowej mogą jeszcze poświęcić budowie kilka godzin dziennie. Ja nie mogłem i z ochotą przyjąłem pomoc, poleconego mi przez architekta, zaufanego człowieka. Sprawnie spiął wszystkie etapy budowy. Jego zatrudnienie było dobrym ruchem.
Lilianna Jampolska |
|||||
|
dodano: 10.11.2011. |
|||||
| zmieniono: 10.11.2011. | |||||



Przed Budową 





