Dom na słonecznej działce
| Dom na słonecznej działce |
Dom warto budować
i wyposażać w taki
sposób, aby w razie
konieczności jego
sprzedaży nie tracił
na wartości i "wpadał
w oko" potencjalnym
nabywcom.
Budując dom, Kasia i Jarosław nie wiedzieli, że będą musieli go wystawić na sprzedaż niedługo po przeprowadzce. Działali jak wszyscy właściciele, budujący dom na długie lata. Cyzelowali każdy szczegół, bo mieszkając u rodziców pani Kasi, nie potrzebowali się nadmiernie śpieszyć. Zastosowali wysokiej jakości materiały i urządzenia. Doświadczenie zdobyte na tej budowie zamierzają wykorzystać przy budowie następnego rodzinnego gniazda. Dla dużego ogrodu i ucieczki od tumultu miastaKasia i Jarosław kupili działkę w 2004 r. Mówią, że na wybór tej konkretnej posesji wpłynęło kilka aspektów.– Na co dzień żyjemy w wielkim pośpiechu, pracując w Warszawie, dlatego potrzebowaliśmy zamieszkać w miejscu, gdzie nie dosięgnie nas pęd i natłok miasta, a jednocześnie komunikacja będzie płynna i nieuciążliwa. Chcieliśmy po pracy po prostu odjechać do azylu poza miastem i tam się regenerować. Ponieważ nie planowaliśmy małego domu i na dodatek marzyliśmy o dużym ogrodzie, szukaliśmy działki powyżej 1500 m2. Początkowo małżeństwu wydawało się, że najlepsze warunki zapewni im zadrzewiona działka i dom ukryty wśród drzew. Kiedy jednak dokładniej przyjrzeli się istniejącym domom na takich posesjach, odrzucili ten zamiar. Pana Jarka odstraszył widok omszonych dachów i zacienionych ścian. Zaczął obawiać się wilgoci i niedostatku światła wewnątrz budynku. To spowodowało, że ostateczny wybór padł na nasłonecznioną działkę bez wysokich drzew. Kasia i Jarek myśleli, że budowę rozpoczną dopiero za kilka lat, dlatego tuż po zakupie działki postawili na niej mały letniskowy domek. Ale stało się inaczej.
„Czas na nas”Przyjeżdżając na swoje letnisko, małżeństwo poznało sąsiadów. Wielu było świeżo upieczonymi mieszkańcami i również pracowali w Warszawie. Co ważne, nie narzekali na dojazdy. Wszyscy mieli dobrze zorganizowane domy, choć musiały obyć się bez gazu ziemnego i kanalizacji. Miały natomiast dostęp do wodociągu, sieci telefonicznej i oczywiście do elektryczności. Przykład sąsiadów przyspieszył decyzję Kasi i Jarka o rozpoczęciu budowy. Po roku od zakupu działki stwierdzili, że skoro inni potrafili się zagospodarować w niedługim czasie i są zadowoleni z lokalizacji, oni też nie powinni dłużej zwlekać.– Czas na nas! – postanowili. Duża i pusta działka zachęcała do budowy parterowego domu. Małżeństwo, które wahało się jakiś czas między wyborem dwóch gotowych projektów – parterowego i z poddaszem, nie mogło jednak zbudować jednokondygnacyjnego budynku. Okazało się, że w tej okolicy obligują odgórne przepisy dotyczące wyglądu domów. Nie mogły mieć piwnicy ani pełnego piętra, tylko poddasze ukryte pod skośnym dachem. To rozstrzygnęło o realizacji projektu autorstwa Andrzeja Samóla. Rodzice niemal całe poddasze oddali do dyspozycji córkom, Julce (11 lat) i Laurze (8 lat). Dopilnowali, by dziewczynki mały bliźniaczo podobne pokoje z wyjściem na wspólny balkon oraz wspólną dużą łazienkę. Na poddaszu mieści się również gabinet pani Kasi, gdzie można oglądać telewizję, jeśli w salonie są goście. Na parterze obok połączonego salonu i jadalni, oddzielonej kuchni i holu znajduje się ogólne WC. Dalej, za ścianami, małżeńska strefa prywatna z sypialnią, łazienką i garderobą. W strefie gospodarczej natomiast – pralnia z suszarnią, kotłownia z kotłem na paliwa stałe i na gaz płynny. Przydatne zmianyZa zgodą architekta Kasia i Jarek zagospodarowali przestrzeń nad garażem, urządzając tam na razie użytkowy składzik. Docelowo nie wykluczają przekształcenia go w pokój dla gości. Na parterze zlikwidowali mały gabinet, by powiększyć własną sypialnię i garderobę. W kuchni zlikwidowali spiżarnię, ponieważ zabierała miejsce na sprzęt i meble kuchenne. Umieścili ją w garażu, zmniejszając o kilka metrów kwadratowych przestrzeń dla samochodów.Za garażem dobudowali pomieszczenie (11 m2), gdzie stanął kocioł na groszek, gdyż istniejąca kotłownia okazała się za mała. Na jej miejscu powstała pralnia z suszarnią. Podniesienie ścianek kolankowych o jeden pustak nie zaburzyło proporcji bryły, ale ułatwia poruszanie się na poddaszu. Nad tarasem, skierowanym na południe, brakowało zadaszenia. Wysunięty o 1 m balkon dawał zbyt mały cień i żadnej osłony przed deszczem, więc właściciele trzykrotnie powiększyli powierzchnię balkonu, podpierając go kolumnami. Dzięki temu płyta tarasu została zadaszona. Dobrym krokiem było zlikwidowanie w wiatrołapie drugiego przejścia w głąb domu. Jego miejsce zajęła pojemna meblościanka.
Niefachowi fachowcyBudowa kosztowała 700 000 zł. Proces budowy wydłużyli wykonawcy, którzy notorycznie albo nie stawiali się na czas, albo opóźniali prace. To przez nich, zamiast zaplanowanych 18 miesięcy, trwała o rok dłużej.Przyłączenie wodociągu i elektryczności kosztowało odpowiednio 1500 i 1000 zł i nie sprawiło trudności. Budowa szamba okazała się natomiast droga i uciążliwa. Kosztowała aż 20 000 zł, ponieważ stalowy zbiornik za pierwszym razem został nieprawidłowo zakotwiony w podłożu (z wysokimi wodami podskórnymi) i wypłynął na powierzchnię gruntu. Kolejne próby również się nie powiodły. Trzeba było kupić inny zbiornik i zatrudnić nową firmę. W końcu, po miesiącu prób, udało się. Kolejne kłopoty sprawił niefachowy wykonawca kominka. Choć za usługę wziął 8000 zł, "zapomniał" zabezpieczyć obudowę kominka z żeliwnym wkładem warstwą wełny mineralnej z aluminiowym ekranem oraz zatkał wloty powietrza. Groziło to pożarem, ale arogancki wykonawca stwierdził, że poniesie konsekwencje dopiero, kiedy pożar się zdarzy. Nie przekonywały go opinie ekspertów ani podpisana umowa. Sprawę kazał oddać do sądu, nie oddając złotówki. Kasia i Jarek, którzy nie chcieli stanąć z budową na czas procesu, wynajęli więc uczciwszą firmę. Zmienili rodzaj wkładu (na wyłożony cegłą szamotową), ponieważ poprzedni okazał się najtańszym w hipermarkecie. Kosztowało to kolejne 12 000 zł. – Gdyby nie konieczność zamieszkania w sąsiedztwie rodziców, z radością pozostalibyśmy w tym domu – mówi pani Kasia. – Dla nas jest bardzo wygodny i lubimy tę cichą, bezpieczną okolicę. Trudności z wykonawcami traktujemy jako naukę przed kolejną budową. Następny dom będzie mniejszy o około 50 m2, z pompą ciepła, parterowy albo z pełnym piętrem. Na szczęście w nowej lokalizacji przepisy nie zakazują budowy piętrowego budynku z płaskim dachem.
Lilianna Jampolska |
|||||||||||||
|
dodano: 28.12.2011. |
|||||||||||||
| zmieniono: 28.12.2011. | |||||||||||||



Przed Budową 





