Mazurskie drewniane domy
| Mazurskie drewniane domy |
W różnych zakątkach świata, np. w Danii, w dzielnicy prostytutek z czasów Andersena, widywaliśmy całe dzielnice domków bardziej niż skromnych, budowanych sto, dwieście i więcej lat temu, malutkich, bez wygód, z sufitem wprost nad głową, w których zamieszkać jest bardzo trendy i kosztuje to nie małe sumy. Może i w Polsce niedługo stara drewniana, a do tego stylowa chałupa będzie warta bajońskie sumy...
Wszędzie na ziemiach polskich, przez długie wieki odciętych od pobocznych wpływów kulturowych spotykamy identyczne motywy konstrukcyjno-zdobnicze. Na Kurpiach, Pomorzu, Śląsku, Wołyniu, wszędzie tam, gdzie tylko lud polski zamieszkiwał, możemy spotkać węgłowe cięcia bali „w zrąb”, daszki nakrywające wierzchnią belkę ściany szczytowej wsparte na „rysiach”, zastrzały w drzwiach i bramach tzw. „psy” albo „mieczyki”. „Pazdury”, „szparogi” albo „koniki” krzyżujące się na licu szczytowym dachu, ściany szczytowe szalowane w „słoneczka” i „pierożki”, nie są tylko cechą charakterystyczną budownictwa Podhala, ale całej Polski. Do dziś drewniane domy szczycą się wykończeniami, których charakter wskazuje na bawarskie lub tyrolskie pochodzenie pierwszego właściciela albo projektanta, nawet murowane kamienice, które należały najprawdopodobniej do bogatych mieszczan miały drewniane wykończenia werand i ganków. MazuryNie wszystkie stare, drewniane domy miały szansę przetrwać do dziś. Zapomniane, pozostawione samym sobie, skłaniają dach ku ziemi. Chęć polepszenia warunków bytowych ludzi miast i wsi odsunęła w niepamięć małe, drewniane chałupy i pozwoliła, żeby popadły w ruinę. Tak też było z mazurskimi chatami, których większość, po kilku falach emigracji mieszkańców „za chlebem”, uległa zapomnieniu.
Wzbogaceni za oceanem Mazurzy nie chcą mieszkać w skromnych chatach, które przypominają im czasy biedy i niedostatku, wolą postawić nowe, okazałe i wygodne domy świadczące o dobrobycie. Są jednak ludzie, którzy kochają stare, drewniane mazurskie chaty, ratują je i przywracają im dawną świetność. Dzięki staraniom państwa Danuty i Krzysztofa Worobców, pasjonatów i miłośników tutejszej architektury, udało się ocalić kilka domów, które dziś tworzą osadę kulturową wsi mazurskiej. Najpierw udało się zrekonstruować dom, w którym dziś mieści się oberża państwa Worobców „Pod psem”, a później dwa budynki gospodarcze i piękną chałupę podcieniową. Oberża jest dziś jednym z najbardziej klimatycznych miejsc na Mazurach. Mieszkańcy Warszawy potrafią jechać trzy godziny ze stolicy, żeby w mazurskiej głuszy zjeść niedzielny obiad. Pomalowane na odważne, wesołe kolory ściany rozświetlają pomieszczenia i optymistycznie nastrajają gości. „Są miejsca, do których biegnie się nawet we śnie”, oberża jest właśnie takim miejscem, do którego pobiegnę jeszcze nie raz; obiecałam to kotom i psu Irtyszowi, którego sylwetka widnieje na szyldzie przy drodze.
W budynkach osady wszystko wygląda tak, jakby właśnie wyszli stąd ludzie: w szafie wiszą przyszykowane na niedzielę świąteczne ubrania, na parapecie leży książka, a w komorze stoją słoje z przetworami i suszą się zioła. W budynkach gospodarczych stoją pojemniki na zboże, narzędzia i tylko daty na podręcznikach w odtworzonej klasie szkolnej, przypominają nam, że to już kiedyś było...
Osada to nie skansen, ani muzeum, to pocztówka z przeszłości, co tracimy zaszywając się w domach z wielkiej płyty i mieszkając anonimowo w ludzkich mrowiskach. Zainteresowanie jakim cieszy się Kadzidłowo, to przykład tego jak bardzo ważny jest dla nas, ludzi współczesnych kontakt z przeszłością i z naturą. Drewniane domy, ich zapach i atmosfera jaka panuje wewnątrz, cofają nas w czasie i uczą szacunku do historii i drewna, które przez wieki było podstawowym budulcem.
Z grupą przyjaciół założyli Stowarzyszenie na Rzecz Ochrony Krajobrazu Kulturowego Mazur – „Sadyba”, którego zadaniem jest zachowanie dla przyszłych pokoleń najpiękniejszych, mazurskich zakątków. W Gałkowie, niedaleko wspomnianego Kadzidłowa, trwają prace wykończeniowe przy rekonstrukcji dworku łowczego, który po wielu latach niszczenia został tu przeniesiony ze Sztynortu. KurpieNa pograniczu Mazur i kurpiowszczyzny jest wieś. Kilka chałup, dwa kościoły, niby nic dziwnego, gdyby nie fakt, że wszystkie domy są drewniane. Wygląda na to, że przywilej ceglanych murów zarezerwowany był w tej wsi, tylko dla budynków sakralnych, więc oba kościoły są z cegieł i polnego kamienia. Wszystkie domy w żołnierskim szyku, stoją zwrócone „półprofilem” do ulicy, każdy oznaczony krzyżem przytula do siebie zabudowania gospodarcze łącząc się z nimi pod wspólnym dachem. Wszystkie jak jeden. Wszystkie oprócz jednego? W zgodnej, kurpiowsko-mazurskiej architekturze, miga nagle jakiś zgrzyt, czyżby jeden z dachów obniżył się? Nie, to wiatr od gór! Charakterystyczny dla południowej Polski, półszczytowy, góralski dach, jakimś dziwnym trafem zdobi chatę w Klonie! Czyżby „Inspiracje z Polski” miały wcześniejszą genezę?
Malownicza wieś ma też i niechlubne elementy w swojej historii, Max Pollux Toeppen, niemiecki badacz i historyk, wspomina w swych opracowaniach o zamieszkującej tu sekcie „świętych”, która zabijała dzieci. MazowszeNa wskroś polska kraina, której nieodłącznym elementem krajobrazu, oprócz bociana i rosochatej wierzby, jest kryta strzechą chata. Dziś już tylko w skansenie w Sierpcu można napawać oczy widokiem błękitnych ścian; ocalałe przed całkowitą dewastacją, przeniesione z wielu zakątków Mazowsza chałupy, cieszą oczy zwiedzających. Wystrój zagród i wnętrza domów mieszkalnych zmieniają się zgodnie z porami roku, dlatego odwiedzając Sierpc odnosi się wrażenie, że gospodarze wyszli z domu do pracy w polu, do lasu, albo grabić siano i zaraz wrócą na posiłek. Żeby przypomnieć dawne czasy, organizowane są tu imprezy okolicznościowe, plenery artystyczne, spotkania naukowe. Skansen w Sierpcu był też tłem do filmów historycznych, to tu kręcono między innymi „Pana Tadeusza”. Tylko tu można podpatrzeć jak wyglądała prawdziwa, wiejska, nastroszona strzecha, własnoręcznie położona przez gospodarza i jak bardzo różni się od współczesnych dachów krytych trzciną, na których każde źdźbło wydaje się mieć swoje miejsce.
Każda pora roku jest dobra żeby zaczerpnąć łyka historii, ale niektóre obiekty są czynne tylko w porze letniej, a planując zwiedzanie zimą, lub wczesną wiosną, pamiętajmy, że większość ekspozycji znajduje się pod gołym niebem i na dość błotnistym podłożu. Organizatorzy zadbali o tak dokładne odzwierciedlenie życia w dawnej Polsce, że goście często gubią buty grzęznąc w błotnistych drogach, które wypisz wymaluj przypominają drogi dojazdowe do wielu nowo powstałych osiedli.
Albo po drodze do Mikołajek wstąpić do osady kulturowej w Kadzidłowie i zjeść obiad w oberży „Pod psem” (polecam gulaszową). Do skansenu kaszubskiego we Wdzydzach można „wyskoczyć” podczas pobytu nad Zatoką Gdańską, a przy okazji uraczyć się pyszną wędzoną rybą. Zwiedzając stare domy spróbujmy popatrzeć na nie inaczej niż na muzealne eksponaty, taka wizyta może być dla nas natchnieniem i motorem do budowy własnej, drewnianej siedziby, a nie tylko historyczną impresją architektoniczną i kulturową. Katarzyna Lewańska-Tukaj
|
||||||||||||||||||
|
dodano: 15.06.2009. |
||||||||||||||||||
| zmieniono: 23.03.2011. | ||||||||||||||||||















