Ulubiony kiosk PRZEJRZYJ I ZAMÓW ŁĄCZONE WYDANIE 1-2/2012 Budujemy Dom Bezpłatna przesyłka tylko tutaj:
budowa i remont arrow Instalacje arrow Ogrzewanie podłogowe i grzejniki arrow Z życia wzięte
Kontakt

Instalacja gazowa - problem z biurokracją

Instalacja gazowa - problem z biurokracją
Mieszkamy pod Warszawą w średniej wielkości starym murowanym domu, który przez trzy lata skrupulatnie remontowaliśmy. Dawniej był tu kocioł węglowy, bardzo już zniszczony w okresie, kiedy kupowaliśmy dom, a do tego dla nas zupełnie niefunkcjonalny (jesteśmy niemłodzi).

Niestety, dziś ogrzewamy się olejem opałowym, którego cena od czasu zamieszkania kilkakrotnie wzrosła. Po prostu zbyt późno przystąpiliśmy do papierkologii związanej z doprowadzeniem gazu, a starą kotłownię trzeba było szybko wymienić.

Ponieważ koszty ogrzewania rokrocznie nas rujnują, więc gdy kilkanaście miesięcy temu do domu obok wprowadził się młody obrotny człowiek z rodziną, namówiliśmy go do wspólnej inwestycji gazowej. W dodatku okazało się, że nowy sąsiad ma małą hurtownię instalacyjną, a więc dostęp do tańszych materiałów (taka skrzynka gazowa potrafi kosztować nawet 700–800 zł!).

Od ponad półtora roku walczymy z urzędami, wydając kolejne pieniądze, a to na projekt gazociągu (słownie: czterdzieści sześć metrów!), a to na „ZUD-y”, a to na mapy, a to na projekt przyłącza, na wykonanie, na odbiór... Kwoty idą w tysiące, a do tego trzeba dodać koszt nowego kotła – 4700 zł bez marży (z hurtowni sąsiada). Nie liczę czasu straconego na wizyty w urzędach: w gazowni, gminie i starostwie.

Wreszcie udało się wszystko zgodnie z instrukcjami urzędników dostarczyć, opłacić, zgłosić do użytkowania i sprawę zakończyć. Miesiąc temu na próbę nabito nam instalację gazem i w końcu upragnione paliwo popłynęło! Nagle, ni z tego, ni z owego, przychodzi list od powiatowego inspektora nadzoru budowlanego: „Działając na podstawie itd. itp...., wnoszę sprzeciw w sprawie itd. itp. ..., Od decyzji przysługuje odwołanie etc...”.

Okazuje się, że nie dostarczyliśmy na czas wymaganej dyspozycją artykułu 57 dokumentacji – geodezyjnej inwentaryzacji powykonawczej. Samo pismo roi się od skaczących cyferek, znaczków i symboli. Dobrze, że obaj z sąsiadem kończyliśmy studia! Byłem już w inspektoracie z oczywistym pytaniem, czy możemy donieść brakujący świstek i zamknąć sprawę. Nic z tego, komplet dokumentów należy złożyć od nowa! W świetle prawa powinniśmy teraz odłączyć się od gazociągu, zdjąć nowe kotły, zamontować stare olejowe (których już oczywiście nie mamy – sąsiad sprzedał) i grzać wodę olejem aż do wyjaśnienia.

Pomijam już to, że w błąd wprowadzono nas właśnie w urzędzie, udzielając niekompletnej informacji. Ale przecież ilość formalności i papierowego śmiecia, jaką trzeba wyprodukować przy okazji najbanalniejszej inwestycji, nie mieści się w głowie! Wiem, że nie mówię niczego nowego. Ale nowy jest kontekst: zbliżające się Euro 2012. Jakim cudem w trzy lata mają powstać setki kilometrów autostrad, stadiony, mosty, druga linia stołecznego metra, terminale lotnicze, skoro 40 metrów rury nie sposób położyć i udrożnić w półtora roku?!

Owszem, idzie nowe. Zmieniono przepisy wywłaszczeniowe – taki proces można dziś przeprowadzić w majestacie prawa w niewiele ponad dwa miesiące. Wiem, że to niezbędne dla dobra wspólnego, czyli po to, żebyśmy wydostali się z infrastrukturalnego średniowiecza. I, jak każdej wielkiej przemianie, tej też muszą towarzyszyć drobne ludzkie dramaty – choćby utrata w dwa miesiące dorobku całego życia. Ale o tym, żeby zmienić przepisy wykonawcze dotyczące już samego procesu budowy, nikt nie myśli. A oprócz budowniczych Euro zyskałyby na tym setki tysięcy zwykłych Polaków.

Wystarczyłoby, żeby taka pani, zamiast wysyłać oficjalne pismo o braku załącznika, które z powodu strajku poczty idzie 12 tygodni, zadzwoniła do mnie na podany w górnym rogu wniosku numer. I nie odsyłała mnie na koniec kolejki! Urząd zaoszczędziłby na znaczku, kopercie, a także na klimatyzacji, bo miałby o jednego zużywającego powietrze petenta mniej.

Może zanim UEFA odbierze nam Euro, ktoś wreszcie o tym pomyśli. A raczej coś zrobi. Bo myślą już tysiące „ekspertów”. Po roku 2012 będą mieli na to myślenie jeszcze więcej czasu.

Tadeusz Gromnicki


dodano: 05.12.2008.
zmieniono: 05.12.2008.
 
Wszystkie komentarze: 1
Komentarze
Autor: marjan1977
więcej
Wspolczuje, taki kraj i ludzie :-(...
 

Mod artykuly firmowe - główna

Sponsorowane artykuly - ogrzewanie podlogowe i grzejniki

Zaprojektuj własny grzejnik
Artykuł sponsorowany
 

Topowe produkty w artykule

Topowe produkty
Ogrzewanie przez innowację VNH Fabryka Grzejników Sp. z o.o. została założona w 1995 roku w Wałczu i obecnie zakład produkcyjny zatrudnia 350 osób. Roczna zdolność produkcyjna fabryki kształtuje się w okolicach  1,5 miliona grzejników płytowych wytwarzanych na 3 liniach. Vogel&Noot to jeden z wiodących producentów grzejników płytowych na świecie – grzejników COSMO. więcej
zobacz więcej
mapa strony | kontakt | e-prenumerata
powered by nessico