Budujemy Dom
Przed budową / Reportaże / Artykuły

Już w 2002 roku ten dom był nowoczesny!

Tego domu nie urządzają meble. Można zaryzykować opinię, że bez nich byłby równie piękny. Kreuje sam siebie – poprzez przeszklenia, prześwity, grę światłem i urodę szlachetnych materiałów. A do tego prowadzi bardzo przyjazny dialog z urzekającym otoczeniem.

W okolicy obfitującej w dworkowe rezydencje jest odmieńcem: nowoczesny, pozbawiony dekoracyjnych detali, nakryty w części płaskim, a w części kolebkowym dachem, wygląda niezwykle. Ale nie razi – flirtującej z modernizmem bryle dodaje lekkości ciekawe ukształtowanie. Uskoki ścian zgrabnie omijają wiekowe brzozy, a elewację ożywiają nietypowe przeszklenia i poddachowa drewniana oblicówka o odcieniu miodu.

Tuż przed progiem kolejne zaskoczenie: zamiast solennych drzwi wejściowych, traktowanych zwykle jak wyraźna bariera prywatności – lekkie skrzydło, przeszklone "po amerykańsku" od góry do dołu. I oczywiście żadnej sieni. Widok przez drzwi wejściowe sięga przeciwległej ściany domu, z jadalnią i sąsiadującym z nią kominkiem.

Jeszcze bardziej "widokowa" jest druga, poprzeczna oś budynku: tu z tarasu można zajrzeć do wnętrza przez ogromne przeszklenie o powierzchni ponad 17 m2, ukazujące salon, kuchnię i jadalnię, a w głębi, za nimi – kolejny niewielki tarasik od północnego wschodu. Ten otwarty układ nie dziwiłby w rezydencji położonej na dwuhektarowej posesji. Tu – na 700-metrowej działce – miło zaskakuje.

Dom jest pełen śmiałych rozwiązań i widowiskowych efektów, znanych przeciętnemu Polakowi głównie z pism wnętrzarskich. I rzeczywiście, powstawał według projektu indywidualnego. Ale już finansowe zaplecze inwestycji nie odbiegało od polskiej normy. Zbudowano go siłą jednej, a właściwie dwóch rodzin, skrupulatnie gromadząc fundusze i sprzedając dotychczasowe mieszkania.

Zamieszkały w nim trzy pokolenia: Magda z Maćkiem, małżeństwo warszawiaków z trójką synów, oraz mama Maćka, dla której zaprojektowano ukryte w bryle domu, niezależne mieszkanie. Na piękną działkę na obrzeżach lasu trafili nieprzypadkowo. Okolica była im dobrze znana – rodzice Magdy 15 lat wcześniej zbudowali niedaleko własny dom.

Mnie to miejsce urzekło od pierwszej chwili – zwierza się właścicielka – był chyba koniec lata, wielkie drzewa stały całe w zieleni…

Starodrzew wokół parceli jest rzeczywiście imponujący – od zachodu do granicy działki przylega wąska aleja wiekowych lip, rozmiarami i pokrojem zasługujących na miano pomników przyrody. Na szczęście trakt, który flankują, to raczej żwirowa dróżka, niż ulica – prowadzi tylko do położonych dalej, niezabudowanych działek.

Drewniana oblicówka w górnej strefie ścian obniż dom
Ściany zewnętrzne wzniesiono w technologii trójwarstwowej, z silikatów ocieplonych wełną mineralą
Drewniana oblicówka w górnej strefie ścian obniż dom, wprowadzając poziome podziały. To element charakterystyczny dla ulubionej przez domowników architektury międzywojennej. Wypatrzyliśmy podobną na elewacji domu znajomego architekta – opowiadają – a deski z klejonego drewna, z jakiego wytwarza się profile okienne, przygotował dla nas mazurski producent okien. Fabryczne zabezpieczenie gwarantuje, że drewno nie rozeschnie się i nie odbarwi.

Ściany zewnętrzne wzniesiono w technologii trójwarstwowej, z silikatów ocieplonych wełną mineralą. Wcześniej Maciek rozpatrywał inny wariant wykończenia – mało u nas popularną elewację z cegły betonowej. Taka ściana miałaby swoją fakturę, a spokojna szarość betonu mogła dobrze "grać" z drewnianym szalunkiem i zielenią otoczenia. Z pomysłu jednak zrezygnowano

Winna wyobraźnia

Jednym z wariantów, który początkowo braliśmy pod uwagę, było kupno domu do ewentualnej przebudowy – opowiadają gospodarze – ale szybko okazało się, że żaden nie daje możliwości wydzielenia odrębnego mieszkania dla mamy.

Skoro pozostało budowanie od podstaw, warto było wykorzystać szansę. Włączyli więc do projektu własne pomysły, ale też rozwiązania podpatrzone w miejskich dzielnicach willowych o dobrej architekturze, na wakacyjnych wyjazdach czy u znajomych. Stąd prosta modernistyczna bryła budynku, drewniany szalunek elewacji, a we wnętrzu – dwukondygnacyjny salon z otwartą antresolą, obniżony w stosunku do pozostałej części parteru o dwa stopnie.

Skomplikowany projekt rodził się długo. Nie wszystkie propozycje architekta były przyjmowane drogą zgodnej aklamacji.  Aż dziw, że po domu tego nie widać – jest spójny, konsekwentny i przejrzysty.

Decyzje zapadały pod wpływem dość nieskrępowanych wyobrażeń o przyjaznej przestrzeni mieszkalnej. Stąd w domu różnice poziomów i wiele nietypowych okien, z wielkim przeszkleniem na ścianie salonu w roli głównej. Według Maćka, te "erupcje wyobraźni" bardziej świadczyły o jej braku; fantazyjne zabiegi przestrzenne skłonny jest przypisywać raczej niewiedzy i naiwności.

Wszystkie niestandardowe rozwiązania kosztowały i… kosztują, choćby w postaci monstrualnych rachunków za olej opałowy po pierwszych sezonach grzewczych. Dziś do budynku, podobnie jak do sąsiednich posesji, doprowadzono już nieco tańszy gaz.

Widok na salon i fragment antresoli. Schody owinęła wstęga betonowej balustrady.
Widok na salon i fragment antresoli. Schody owinęła wstęga betonowej balustrady.
Podłużne, biegnące po łuku schodki wyodrębniają z przestrzeni parteru strefę wypoczynku
Podłużne, biegnące po łuku schodki wyodrębniają z przestrzeni parteru strefę wypoczynku. Odnalazły się też jako element funkcjonalny. Kiedy wpadają znajomi, rzucam na nie poduchy, siadamy i plotkujemy – zeznaje pani domu. Różnica poziomów ogranicza wizualnie przestrzeń, ale w przeszklonym dwukondygnacyjnym salonie to nie o nią toczy się gra. Tu walczy się raczej o wrażenie przytulności – w tę ideę schodki wpisują się znakomicie

Łamigłówka

Proces projektowy przypominał rozwiązywanie rebusu. Wydane przez gminę warunki ograniczały możliwość zabudowy do 30% powierzchni parceli, co dawało ok. 200 m2. Na takim polu musiał się zmieścić dom (łącznie z podjazdem i tarasami), a w nim, na samym tylko parterze: duży salon i jadalnia, kuchnia ze spiżarnią, toaleta oraz samodzielne, około 70-metrowe mieszkanie dla mamy.

Na tym chłonność dolnej kondygnacji się skończyła; pozostałe pomieszczenia – sypialnia gospodarzy, pokoje ich trzech synów oraz dwie łazienki – musiały wywędrować na piętro. W dodatku miała je uzupełnić planowana, dość przestronna otwarta antresola.

Zadanie komplikował też dwukondygnacyjny, sięgający dachu salon, który siłą rzeczy wydarł piętru kilkadziesiąt metrów przestrzeni. Jakby rebusów było mało, mieszkanie mamy miało zachować całkowitą odrębność, łącznie z osobnym wejściem z ogrodu i własnym tarasem.

Architekt złożył więc dwurodzinny parter z dwóch odwróconych do siebie "plecami", niezależnych mieszkań. Nawet tarasy, choć rozległe, "nie widzą się", zapewniając wiele prywatności. A przy tym każdy z nich łapie sporą dawkę słońca.

Zaprojektowano też piwnicę – dużą, pod całą powierzchnią domu. Ponieważ przy budynku nie ma garażu ani zaplecza gospodarczego, wszelkie sezonowe graty lądują dziś pod ziemią. A jest co przechowywać: starsi synowie jeżdżą na nartach, pływają na desce i na małej łódce regatowej – samych butów narciarskich uzbierało się kilka pudeł.

Na górze, w pokoju 13-letniego Antka i tak z trudem mieszczą się puchary zdobyte w regatach  i zawodach. W podziemnej kondygnacji zmieściła się też kotłownia z pralnią i niewielki "samodzielny" pokoik z własną łazienką, doświetlony pasem okien umieszczonych pod sufitem.

Otwarta antresola, z której można oglądać salon
Otwartą antresolę, z której można oglądać salon i sklepiony sufit w całej okazałości, pomyślano jako ostoję cichej pracy i wypoczynku. Prowadzi do niej wąska galeria, a obrys jej krawędzi powiela linię schodków na parterze, oddzielających salon od pozostałej części dziennej domu. Po prawej stronie widoczne nietypowe rozwiązanie przestrzenne – prywatną strefę nocną gospodarzy (sypialnię z łazienką i garderobą) wydzielono za pomocą ścianek nie sięgających stropu, żeby nie zamykać widoku na jego malownicze użebrowanie. Za przeszkleniem z prostokątnych luksferów (w głębi, za schodami) mieści się wnęka natryskowa małżeńskiej łazienki

Krecia robota

Wiosną 2002 roku, tuż przed narodzinami najmłodszego syna, szufle i łopaty poszły w ruch. Roboty prowadziła ekipa chłopców spod Myszyńca, pracowitych, uczciwych i myślących. Grunt był trudny, miejscami piaszczysty, miejscami ścisły i gliniasty; wody podskórne podchodziły wysoko. Piwnicę wykonano w formie hydroizolacyjnej wanny, wypełniając wodoszczelnym betonem stalowe szalunki systemowe, co pozwoliło nie wykańczać ścian od wewnątrz – surowy gładki beton ma swoją urodę.

Ściany piwniczne ocieplono styropianem i obmurowano cegłą betonową, przygotowując w ten sposób podwalinę pod zewnętrzne przegrody trójwarstwowe z silikatów. Prace nadzorował kierownik budowy, emerytowany inżynier. Przed zimą udało się wyprowadzić "na wyżyny" ściany i stropy. Nieosłonięte dachem, musiały poczekać na drewniane elementy konstrukcyjne do wiosny.

Salonik w mieszkaniu mamy z wyjściem na własny taras od południa
Prosta "dwutraktowa" kuchnia, za nią widoczna przechodnia spiżarnia
Salonik w mieszkaniu mamy z wyjściem na własny taras od południa. Na dolnym zdjęciu – perspektywa parteru widziana z jadalni. Na tej osi widokowej dom otwiera się na przestrzał – w głębi znajdują się przeszklone drzwi wejściowe. Na pierwszym planie prosta "dwutraktowa" kuchnia, za nią widoczna przechodnia spiżarnia

Ostre dachowanie

Zadaszenie głównego trzonu budynku zaprojektowano jako łukowatą "kolebkę". Takie przekrycie wspiera się na wielkich półkolistych dźwigarach z klejonego warstwowo drewna, zwanych przez cieśli krążynami. W owym czasie w kraju produkowano je tylko w dwóch miejscach: w Toruniu i Szczecinie. Promień krzywizny zaprojektowanych dźwigarów okazał się nietypowy, co w połączeniu z wysokim stopniem skomplikowania elementów wydłużyło nieco okres oczekiwania.

Gdy krążyny, fabrycznie zabezpieczone powłokami ochronnymi, wreszcie dotarły, robotnicy uwinęli się z nimi w oka mgnieniu. A przecież to nie fraszka – każdy z łukowych dźwigarów był znacznie dłuższy, cięższy i potężniejszy, niż belka na prostą więźbę.

Byłam zdumiona – wspomina Magda – Osadzili je na dachu w dwa-trzy dni, używając wyłącznie linek i ręcznego podnośnika.

Na wierzchu rozłożono folię wiatroizolacyjną, a na niej pełne deskowanie na drewnianym ruszcie, pokryte papą termozgrzewalną. Od wewnątrz przestrzenie między krążynami wypełniła wełna mineralna. Po trudach stanu surowego dom w końcu zaczął przybierać finalną formę.

Ogromne przeszklenie otwiera parter na ogród.
Olejowane dębowe drewno świetnie rozumie się ze złocistym marmurem ze Sławniowic
Ogromne przeszklenie otwiera parter na ogród. Olejowane dębowe drewno świetnie rozumie się ze złocistym marmurem ze Sławniowic. By uniknąć pałacowej pompatyczności, wybrali niewielkie kwadratowe płytki. Kiedy znajomi słyszeli, że planujemy marmurową posadzkę, pomrukiwali znacząco – wspomina Magda – myśleli pewnie, że zamarzyło nam się salonowe zadęcie. Tymczasem chodziło o coś wręcz odwrotnego. Sławniowice Złociste są przy tym bajecznie łatwe do utrzymania w czystości. Nie chwytają kurzu, a w razie potrzeby gospodyni zmywa je wodnym roztworem szarego mydła – legendarnego Białego Jelenia

Wtedy zadzwonił telefon – Magdę złapał w pracy rozgorączkowany sąsiad: Państwa dom się pali! Proszę szybko wzywać straż, bo ja nie mogę się do nich dodzwonić.

Maciek pracował tego dnia poza biurem i był nieuchwytny, przerażona Magda rzuciła więc wszystko i zawisła na telefonie.

Wykręcam numer straży pożarnej w naszej gminie – opowiada – a tam… włącza się faks! W końcu udało mi się wezwać straż z sąsiedniej dzielnicy. Przyjechali po 20 minutach, a ja tuż po nich. Weszłam do środka – i się rozpłakałam.

Dach od wewnątrz wyglądał jak pogorzelisko; kosztowne, pięknie wykończone krążyny sczerniały na węgiel.

Prawdopodobną, choć do dziś nieustaloną przyczyną pożaru, mógł być nieostrożnie odstawiony palnik do zgrzewania papy. Być może to od niego zajął się wystający fragment folii dachowej. Jeśli płomień złapał tworzywo, ogień błyskawicznie rozniósł się po całym dachu. Płonęła folia, płonęło deskowanie, paliły się też dźwigary.

Na szczęście skutki nie były tak katastrofalne, jak mogłoby się wydawać.

Fachowa ekspertyza wykazała, że ogień spenetrował konstrukcję na nie więcej niż 3-4 mm – zabezpieczone drewno klejone nie wypala się szybko. Ponieważ dźwigary są potężne – każdy z nich miał pierwotnie przekrój szerokości 14 cm – tak skromny uszczerbek nie osłabił ich nośności, zwłaszcza że jako pokrycie "kolebki" przewidziano bardzo lekką blachę płaską. Pozostał problem, co z tym zrobić: odeskować krążyny, czy je ostrugać? Stanęło na struganiu. Robotnicy zdjęli z dachu ułożone wcześniej warstwy, po czym demontowali krążyny po jednej i zestrugiwali spaleniznę.

Fragment ładnej granatowo-białej chłopięcej łazienki
Funkcjonalnym atutem domu jest to, że chłopcy mają własną odrębną część mieszkalną na piętrze: trzy jasne pokoje z pełnym "węzłem sanitarnym". Na zdjęciu po lewej stronie detal łazienkowej ściany. Po prawej – fragment ładnej granatowo-białej chłopięcej łazienki. Ograniczenia techniczne nie pozwoliły na wykonanie minimalistycznego otwartego natrysku z odpływem w podłodze; brodzik czeka na kabinę.

Ładny profil w cenie

Przed zamknięciem stanu surowego pałeczkę od dotychczasowych wykonawców przejęła ekipa górali. Ledwie skończył się przestój spowodowany remontem nadpalonego dachu, rozpoczął się kolejny: poszukiwanie okien. Problemów nastręczało ogromne przeszklenie w salonie, złożone z siedmiu dużych szklanych modułów.

Profile, oferowane przez producentów okien drewnianych, były szerokie i masywne; odbierałyby wnętrzu światło, a oknu – urodę – opowiada Magda – przy tak dużej powierzchni szklenia nikt nie chciał zaryzykować pojedynczych zespolonych elementów.
Proponowano nam przeszklenie złożone z zestawionych ze sobą okien, co podwajało grubość profili. Braliśmy nawet pod uwagę wąskie ramy z szarego matowego aluminium, które na komputerowych wizualizacjach dobrze harmonizowały z architekturą. Jednak z bliska mogłyby wyglądać zbyt chłodno.


Po długich poszukiwaniach znaleźli niewielki rodzinny zakładzik na Mazurach, koło Pisza. Właściciel z miejsca zaproponował własne rozwiązanie, w dodatku skuteczne: wielkie okno funkcjonuje bez zarzutu, a przy tym zachowało smukłe profile, o co w przypadku drewna niełatwo.

Zestaw okien dotarł u progu zimy. Gdy je montowano, pianka uszczelniająca prawie zamarzała – było kilka kresek poniżej zera, o włos od granicy technicznej dopuszczalności montażu. W międzyczasie rozpoczęto już nawet prace instalatorskie i tynkowanie – na szczęście okna pozwoliły zamknąć dom i zabezpieczyć dobytek.

Budynek został okablowany z rozmachem; instalację elektryczną wykonano bez zarzutu i udokumentowano za pomocą zdjęć zgranych na płytę.

Kolorowa bawialnia pięciolatka z wyjściem na balkon
Kolorowa bawialnia pięciolatka. Wszystkie wnętrza na piętrze są doświetlone poziomymi pasami przeszkleń pod sufitem. Pokoje chłopców mają dodatkowo własne wyjścia na niewielkie balkoniki. Poszukiwania odpowiednich balustradek jeszcze trwają. Mimo pięknych widoków, balkoniki nie wytrzymają z pewnością konkurencji z ogrodem; pozostanie im rola urozmaicenia elewacji

Klient wybiera sam

Po zatynkowaniu instalacji przyszedł czas na posadzki. Na piętro wybrali szerokie sosnowe deski. Po jednokrotnym olejowaniu powierzchnia podłogi wydała się jednak zbyt delikatna – sosna to miękkie drewno; zwykle fachowcy za najodpowiedniejsze dla niej wykończenie uznają lakier. Kolejne olejowanie wzmocniło jednak powłokę ochronną, nadając deskom nieznaczny półmatowy połysk – na pierwszy rzut oka trudno zgadnąć, czym je zabezpieczono.

Na parterze – poza salonem i mieszkaniem mamy, gdzie podłogi wyłożono olejowanym parkietem dębowym – króluje piękny miodowy sławniowicki marmur.

Wypatrzyłam go u przyjaciółki – opowiada gospodyni – znalazłam punkt sprzedaży, który sprowadzał płytki do stolicy, odwiedziłam go, przyglądam się… to zupełnie inny kamień – szaro użyłkowany, smutny  i ponury.

Upewniła się nawet, czy to na pewno Sławniowice Złociste. Nie inaczej; właścicielka sklepu zdradziła jej jednak, że pod jedną nazwą handlową występuje wiele odcieni kamienia – wszystko zależy od złoża, do którego akurat dokopią się kamieniarze. Można zamówić, ale efekt nie będzie pewny; lepiej pojechać.

No, dobrze – Sławniowice leżą pod samą czeską granicą, 600 km od Warszawy. Wiosenna wycieczka mogłaby być piękna, bo rejon malowniczy. Tyle że o 1400 kamieniołom zamykają na cztery spusty. Magda z Maćkiem wyjechali więc o drugiej w nocy, żeby zdążyć do zakładu na siódmą rano. Tam przez kilka godzin, razem z pracownicami magazynu, przeczesywali halę przekładając pryzmy płytek, aż uzbierali 700 czy 800 sztuk w złocistym – jak w nazwie – odcieniu. Kiedy wreszcie skończyliśmy, nie mogłam się wyprostować – śmieje się Magda – dobrze, że wzięliśmy robocze rękawice. Płytki są ostre – można pociąć sobie dłonie. Po ułożeniu posadzki okazało się, że było warto – rodzimy marmur, niespotykanie ciepły w wyrazie, złoci się na podłogach parteru, a po jego powierzchni błądzą słoneczne refleksy.

Łazienka wydzielona z podłużnej małżeńskiej sypialni
Na antresoli, w prywatnej strefie gospodarzy – pełna otwartość. Widoczną na zdjęciach łazienkę wydzielono z podłużnej małżeńskiej sypialni, podobnie jak garderobę po drugiej stronie pomieszczenia. Obie nie zostały zamknięte drzwiami: osłaniają je niepełne ścianki, zakończone kilkadziesiąt centymetrów pod sufitem. Prosty ascetyczny natrysk ukryty jest za załomem ściany; przeszklenie z luksferów oddziela go od holu na galerii piętra. Gdy w łazience pali się światło, rozjarzony szklany prostokąt widziany z parteru wygląda jak abstrakcyjna dekoracja

Dziś brakuje jeszcze wykończenia detali, ale dom podoba się chyba każdemu, kto przekroczy próg. Jak niemal wszystkie "pierwsze domy", ma kilka mankamentów funkcjonalnych. Być może nawet zbyt wiele; ryzyko bywa wszak kosztowne. Jednego nie można mu odmówić: wspaniale wkomponował się w tradycyjne w wyrazie otoczenie, stając się jego awangardą w najlepszym architektonicznym znaczeniu.

Agnieszka Rezler 

aktualizacja: 2016-09-26

Dodaj komentarz

Zadaj pytanie naszemu ekspertowi
 

Życie na plusie

Historię tej budowy już znamy – opisaliśmy ją dla Państwa w jednym z poprzednich artykułów. Co zmieniło się od tamtej pory? Które wybory sprawdziły się, a jakie nie zdały egzaminu? Czy ujawniły się nowe mankamenty, a może – przeciwnie – ukryte zalety mieszkania „na swoim”? Oddajmy głos gospodarzom.
Najbardziej znane marki
Oczyszczalnie ścieków - ranking rozpoznawalności firm i produktów
Profile okienne - ranking rozpoznawalności firm i produktów
Zamknij okno x
Newsletter
Zapisz się do naszego bezpłatnego newslettera i otrzymuj najświeższe
informacje prosto na Twoją skrzynkę e-mailową.
Budujemy Dom - wersja elektroniczna gratis!
Zapisz się na bezpłatny newsletter BudujemyDom.pl, a otrzymasz najnowszy numer miesięcznika Budujemy Dom w wersji elektronicznej.     
Dlaczego warto się zapisać?
W każdy czwartek otrzymasz darmowy poradnik budowlany na swój email, a w nim:
- aktualności z rynku budownictwa jednorodzinnego;
- porady budowlane;
- najciekawsze tematy z forum.budujemydom.pl; - zapowiedź raportu miesiąca dostępnego w serwisie w pełnej wersji.
Zapisz się do newslettera
Klub Budujących Dom


Wypełniaj ankiety i zbieraj punkty
na bezpłatną prenumeratę
i inne nagrody

  • Polecamy również
    Czas na Wnętrze Vademecum Domu Energooszczędnego ABC Budowania Dom Polski Wnętrza Twój Dom Twój Styl
Wydanie tabletowe
Newsletter BudujemyDom.pl
Zapisz się do naszego bezpłatnego newslettera i otrzymuj najświeższe informacje prosto na Twoją skrzynkę e-mailową.
Miesięcznik Budujemy Dom - wersja elektroniczna gratis!

Zapisz się na bezpłatny newsletter BudujemyDom.pl, a otrzymasz najnowszy numer miesięcznika Budujemy Dom w wersji elektronicznej.

Dlaczego warto się zapisać?
W każdy czwartek otrzymasz darmowy poradnik budowlany na swój email, a w nim: aktualności z rynku budownictwa jednorodzinnego, porady budowlane, najciekawsze tematy z forum.budujemydom.pl, zapowiedź raportu miesiąca dostępnego w serwisie w pełnej wersji.
x